SpiritoLibero
Notki
Dolar – następny gwóźdź do trumny 2012-02-02



Nie wiem czy zauważyliście dziwne zbiegi okoliczności?


Wszystkie kraje, które próbują odejść od używania dolara w swoich rozliczeniach handlowych, głównie w handlu surowcami (na pierwszym miejscu jest ropa) stają się nagle dyktatorskimi reżimami, posiadającymi broń masowego rażenia i tak niebezpieczne dla ludzkości, że należy je czym prędzej unicestwić.
Chyba, że taką broń już posiadają (jak Rosja, Chiny czy Indie). Wtedy wszystko ma inny wymiar.

Japonia i Chiny odchodzą od rozliczeń w dolarach i przechodzą na rozliczenia w walutach narodowych.
Chiny i Rosja tak samo.
Chiny z Iranem już obradują nad nowym systemem rozliczeń, możliwe, że będzie to irański rial.

Obecnie Indie z Iranem negocjują dokładnie ten sam temat. Prawdopodobnie walutą, w której będą rozliczać dostawy ropy będzie indyjska rupia i złoto.

Wujek Sam z pewnością nie jest szczęśliwy...

Iran nie czeka na absurdalne embargo nałożone przez „cywilizowany” (czyt. syjonistyczny) świat.
Dostawy ropy może ograniczyć już teraz. Odbiorców mu nie zabraknie.
Kto naprawdę straci? Europa!

Niektóre państwa europejskie są dużymi odbiorcami perskiej ropy (Grecja, Włochy, Hiszpania).
Potem też kupią tę samą ropę, tyle tylko, że od dziwnych pośredników za dużo większe pieniądze.
Sytuacji ekonomicznej tych krajów a w konsekwencji całej Europie z pewnością nie wyjdzie to na zdrowie. Klasyczny strzał w stopę.

Ale my mamy jeszcze trochę rezerw więc z pewnością pośpieszymy na ratunek...

Niemcy pożerają Europę 2012-01-31


Europa coraz bardziej zaczyna przypominać Bundeseurope. Żeby nie użyć bardziej dosadnego określenia...

Tzw. kryzys, który zdemolował już większą część kontynentu najbardziej przysłużył się pani Merkel. Niemcy, posiadając najsilniejszą gospodarkę, teraz zaczynają odcinać od tego kupony polityczne, próbując rozciągnąć swą hegemonię na całą Europę. Korzystając także z nieocenionych usług naszych „mężów stanu”, (nazwiska z litości pominę...)
Pierwszy poligon doświadczalny oraz oczywiście ofiara to Grecja. Zaraz jednak przyjdzie kolej na następnych w kolejce – Hiszpanię i Włochy.
Jak zdominowana przez niemieckie lobby Komisja Europejska potrafi zmieniać premierów (demokratycznie wybranych) to mieliśmy okazję niedawno obserwować.
Grecja, która padła już praktycznie pod zwałą długów, jako pierwsza ma okazję zobaczyć o co tak naprawdę w tej grze chodzi. Pani Merkel zażyczyła sobie ni z gruszki ni z pietruszki rezygnacji z ogromnej części suwerenności narzucając „komisarza”, który ma patrzeć Grekom na ręce i w razie czego te ręce przydepnąć.
Zresztą nie da się mówić o oddaniu „części” suwerenności!
Państwo albo jest suwerenne albo nie jest. Pośrodku nie ma nic.
Myśmy już się zrzekli naszej. Raz – przystępując do tego nowego bolszewickiego wcielenia upadłego w 1991 roku imperium. A dwa – podpisując traktat lizboński.
To co teraz nam wysmażyli, czyli pakt fiskalny, tak naprawdę nie ma już większego znaczenia.
To prosta konsekwencja tego co już osiągnęliśmy.

Teraz celem pani Merkel jest dogrywanie piłki do pana Sarcozy. Bo gdyby przypadkiem w kwietniowych wyborach prezydenckich we Francji zwyciężył kandydat lewicy to oś Paryż – Berlin mogłaby lekko się osłabić. A to z pewnością nie sprzyjałoby ekspansjonistycznym zapędom Niemiec.

Europa Narodów to już właściwie pojęcie puste.
Europa zaczyna coraz bardziej przypominać Imperium Germańskie. Z tą jedynie różnicą, że do podbojów nie używa się już armat lecz pieniądza. Kto trzyma rękę na kasie ten rządzi.
Polska jest w szczególnie złej sytuacji z uwagi na zbyt wielkie powiązania gospodarcze z Niemcami. To oni odbierają większą część naszego eksportu i jeśli przyszłoby naszym zarządcom do głowy podskoczyć za wysoko to nasza „hossa” szybko się skończy. Takie są niestety smutne realia. Jedynym jasnym punktem jest chyba jedynie to, że nie daliśmy sobie jeszcze wcisnąć euro. Gdy to się stanie to już będziemy pogrzebani na amen.

Suwerenność monetarna jest podstawowym atrybutem suwerenności.

Co powinien zrobić mądry, polski rząd (może się takiego doczekamy, choć widoki są blade...)?

Pierwsza i najważniejsza sprawa to zacząć produkować dla innych, przede wszystkim poza Unią.
Niech to będzie Brazylia, Wenezuela, Iran i kto tam jeszcze. To bogate kraje i mają czym płacić.
Rozgonić na cztery wiatry wszystkich radców handlowych przy ambasadach (bo tylko kosztują a nic nie robią) i w to miejsce powołać coś na kształt Narodowej Agencji Marketingowej (mniejsza o nazwę).
Tylko silna gospodarka może zapewnić nam suwerenność a nie POPiSowe podskoki i hołubce, które są coraz bardziej żenujące.

Jeśli tego nie zrozumiemy to za chwilę obudzimy się w Bundeseurope.


Wojny, tej III, jednak chyba nie będzie... 2012-01-30


Może to tylko moje pobożne życzenia ale niech tam!



Izrael i USA są już gotowe do ataku na Iran.

Takie informacje dochodzą zewsząd.



Ku pewnemu zaskoczeniu, Rosja i Chiny zdają się dawać przyzwolenie na ew. agresję.

Za bliżej jeszcze nie sprecyzowaną „wymianę uprzejmości” zaakceptowały ryzyko o nieprzewidywalnych rozmiarach.

Należałoby postawić pytanie : dlaczego to robią?

Ewentualny atak na Iran zapoczątkowałby kryzys militarny i ekonomiczny, który z pewnością zmieniłby układ sił na całym świecie.



Kryzys, wywołany takim nieodpowiedzialnym ruchem, jak najbardziej zapowiadanym, dołączy do wszystkich innych kryzysów w toku, dramatycznie je potęgując.



Izrael, jak zwykle nie oglądający się na resztę świata, jest z pewnością dopingowany przez potężne koła finansowe. Zainteresowane jak najbardziej w wywołaniu wielkiego pożaru, podczas którego można by „spalić” wszelkie niewygodne księgi rachunkowe.

Przecież to właśnie tam, w Eretz, zawsze znajdują azyl najwięksi przekrętacze, mafiozi i inne szumowiny świata tzw."finansów".

A Izrael "swoich" nie oddaje nikomu. Ma za to jedyny przywilej ścigania każdego, po całym świecie.



Z pewnością ci, którzy próbują stosować do oceny polityki izraelskiej zasady tzw. "poprawności politycznej", popełniają kardynalny błąd.



Reguły te zostały wymyślone dla normalnych krajów i nie mają zastosowania w przypadku Eretz, kraju „narodu (rasy?) wybranego”.



Sensem ich rozumowania jest założenie, że bóg (ten ich) jakoby jest tylko po ich stronie, stronie swojego „narodu wybranego” i za nic ma innych. I w końcu da im wszystkie bogactwa świata.

Każda więc analiza według reguł "politycznej poprawności" jest bezsensowna,

(Całe szczęście, że nasz Ojciec nie ma takich problemów. Kocha jednakowo wszystkich. Nawet zbrodniarzy...)



Spójrzmy jednak na fakty.



Zaczynając od ataku na „Flotyllę Wolności” (żeby nie sięgać wcześniej) zauważyć należy, że nie był to błąd „nieudolnego” rządu izraelskiego lecz świetnie zaplanowana i przeprowadzona prowokacja, mająca na celu z jednej strony sabotaż rozmów pokojowych z Palestyńczykami a z drugiej, miała wciągniąć w całą rozróbę Turcję.

Turcja, jak wszyscy z pewnością pamiętają, to drugi, po "niezatapialnym lotniskowcu", najważniejszy filar amerykańskiej polityki militarnej w tym kawałku świata.



O ile pierwszy cel został osiągnięty to drugi spalił na panewce bo dzięki trzeźwej reakcji rządu tureckiego, jedyne co ugrał Izrael to zaciśnienie współpracy regionalnej przez Turcję, Iran i Syrię.



Syria teraz się sypie ale to już inna kwestia...

Irak praktycznie nie istnieje...



Ale przecież Izrael nie potrzebuje innych ziemskich sojuszników, w tej "boskiej" misji, wystarczy mu jeden, Stany Zjednoczone.



Teraz dochodzi nawet do prężenia muskułów i ogłaszania "sankcji".





Kiedyś delegacja izraelskiego rządu udała się do Pekinu by rozmawiać na temat ataku na Persję. Bezpośrednim celem, jak napisał Andrew Jacobs na łamach International Herald Tribune,było „wyjaśnienie precyzyjnie jakich szkód ekonomicznych mogą spodziewać się Chiny w wyniku izraelskiego uderzenia na Iran”.
Atak miałby nastąpić gdy Izrael : „dojdzie do wniosku, że Iran będzie w stanie...”

(Nie, kiedy Iran coś tam "skonstruuje" lecz „kiedy będzie w stanie”).

Następny dowód „boskości” Izraela.



Zaatakować przeciwnika na zasadzie „obronnego ataku wyprzedzającego”.

Manewr już nie raz stosowany przez państwo „wybrańców”.

I to, co w innych przypadkach byłoby uznane za agresję, w przypadku Izraela jest jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki „obroną”...



W każdym razie ta delegacja jakiś tydzień obijała się tylko o drzwi chińskich dygnitarzy.





Ani Chiny ani Rosja ani tym bardziej Indie nie zaakceptują jakiejkolwiek agresji na Persję.



Rosja, na przykład, ryzykuje, że niedaleko, u jej granic, może powstać następny kraj z filo-amerykańskim rządem.

Chiny stracą strategicznego dostawcę.

Indie też...



Jest jednak oczywistym, że jeśli w jakiś sposób Iran zdołałby się oprzeć agresji to ceny ropy i tak pójdą niewyobrażalnie w górę. Piękny prezent dla Rosji ale ogromna strata dla Chin.



Może jednak w tym szaleństwie jest jakaś metoda?

Może Chiny i Rosja uważają, że nowa rozróba militarna stałaby się katastrofą dla USA?.



Klasyczny przykład kogoś, kto siedzi sobie spokojnie na brzegu rzeki czekając na przepływającego trupa nieprzyjaciela.



To co robi unia (tzw. Europejska) ma się nijak do tego, co dzieje się w świecie.

Jakieś przytupy i niezdarne hołubce.



A 1/27 tej hucpy jest POLSKA. Żenada...



Choć tak naprawdę ta proporcja nie jest do końca prawdziwa.

Mamy 2 + 14 + reszta. Tyle mamy.



Ale to już temat na inną notkę...





Jak zwykle, pozdrawiam wszystkich,



I oczywiście zapraszam na Polacy!



Premierów dwóch (nowa para co chce Księżyc ukraść) 2012-01-30
Dzielny Donald, obecny pierwszy ministrant nasz, bierze z godnością na pierś całe odium za sprawę. Jakby pierwszym ministrantem naszego rządu był ciągle Kaczyński Jarosław, to pewnie też tak godnie by się zachował. Takich dorobiliśmy się mężów stanu!



Słucham tego medialnego wrzasku na temat osławionych już AKCT – ów.

Faktem jest, że jednym uchem mi to wlatuje a drugim,czym prędzej ucieka. Ale skoro jest to „news” ostatnich dni to i ja pozwolę sobie na małą wrzutkę.




Według tego co pomalutku wycieka z naszych głównych przekaziorów wynika jasno, że całą tę aferę zaczynano skręcać już w odległym, 2006 roku.

Kto tam wtedy w Polsce rządził to już nie pamiętam. No... Nie jestem pamiętliwy (tak na krótki dystans, oczywiście:).

Ale ad rem..

Nikt przez te wszystkie lata nie zauważył żadnego przekrętu, żadnej próby tzw. „ograniczenia wolności obywatelskich” itd., itp.

Posnęli wszyscy.(*)




W tzw. pomiędzyczasie zmienił się tzw. rząd. I co?

I jajco... Takie kukułcze jajco, co to znowu nie wiadomo, kto wysiedział.

Dzielny Donald, obecny pierwszy ministrant nasz, bierze z godnością na pierś całe odium za sprawę.

Jakby pierwszym ministrantem naszego rządu był ciągle Kaczyński Jarosław, to pewnie też tak godnie by się zachował. Takich dorobiliśmy się mężów stanu!

Nie boją się gniewu motłochu (zwanego czasami „społeczeństwem” i „opinią publiczną”)!

A co im tam! Przecież POPiS wiecznie żywy!




Jak już ta unijna kura (kukułka?) zniosła to zgniłe jajo to wszystkim się podobało. Nikt nie zaprotestował.

Nikt.




Teraz, jak już mleko się rozlało i normalny stukacz w klawiaturę się dowiedział jak Go chcą, tak bez mydła... to wracamy do starych schematów.

Donald podpisuje ale obiecuje „szerokie konsultacje” przed ratyfikacją. Na jego usprawiedliwienie można powiedzieć, że to historyk a nie prawnik.

Bo cały ten schemat jest lekko (?...) głupkowaty.




Za to ten drugi od „skoku na księżyc” jest jednak prawnikiem... I to ponoć doktoryzowanym (muszę sprawdzić, kto był jego promotorem, (to może dużo wyjaśnić...).

Teraz dopiero „protestuje”. (sic!)




I mamy to co mamy...

Młodzież się podnieca, słusznie zresztą.

Starsi za chwilę zejdą do podziemia... ( A bo to pierwszy raz...).




I wszystko jest tak, jak ma być.

Tylko jedna mała prośba. Nie bądźcie naiwni. Tu już nic nie możemy zrobić. Choć dobrze, że się dowiedzieli co o tym myślimy.




Kariera takich dziwnych, globalnych ruchów legislacyjnych zaczęła się od osławionego „Patriotic Act” (znowu „acta” :) ustawy opracowanej w 30 dni po sławetnych atakach na WTC.

(Tak nawiasem mówiąc, to mimo, że Guantanamo jest pełne „terrorystów”, to jeszcze nikomu nie postawiono zarzutów, nikomu nie wytoczono procesu...)

Kongres USA przyjął ten liczący ponad 300 stron dokument błyskawicznie.




Patriotic Act to pierwszy z całej serii „dokumentów”, które oprócz proklamowania globalnej wojny przeciwko „terrorystom”, w sposób zasadniczy ograniczył wolności obywatelskie.

Więcej. Zapowiedział, że te wolności będą ciągle ograniczane, jeśli tylko sytuacja będzie tego wymagać.




A teraz mamy ACTA.

Trudno odmówić logiki i konsekwencji ustawiaczom świata.




Więc nie gniewajcie się niepotrzebnie na Kaczora (i) Donalda.

To nie oni winni.




A, że działają w duecie... Zawsze we dwóch raźniej po Księżyc.




(* ) Są jeszcze Ci co śpią pod Giewontem.

III Wojna Światowa 2012-01-30

A czemu nie? Dwie już były. Teraz będzie trzecia...

W pewnym sensie, tak długo oczekiwana, nowa wojna Ameryki i pewnego, uzurpatorskiego „państewka'" (chwilowo ulokowanego w Palestynie) już się zaczęła.

Ogon znowu merda psem.




Obama wcale nie jest lepszy od Busha Dżuniora . Nawet gorzej.

Co prawda, zarządcy, tego co tam w Palestynie, skarżyli się i go wyśmiewali, że niby "Husain".

Ale na sam koniec ich (naszych "starszych i mądrzejszych") nie zawiedzie.




Wczoraj nasi zarządcy z UE (tego nowego wcielenia bolszewickiego tworu "państwowego") postanowili, że, tak po malutku, do lipca, będą wygaszać wszelkie kontakty handlowe i finansowe z Republiką Islamską.




Republika Islamska to Państwo co przez ostatnie 5 000 lat znane jest jako Persja.




A czemu od razu nie nałożyć całkowitego embarga? Albo jeszcze lepiej...

Czemu nie zbombardować i najechać?

Widać, że jeszcze prikazy z Usraela nie nadeszły... Europka jest za malutka, może tylko podskakiwać i potakiwać.

Jak już przeprowadzą swoje wszystkie pomysły to już będziemy jak bracia, w jednym kołchozie :(




Na razie robi się inaczej bo i przeciwnik jest nie byle jaki.

Cieśninę Ormuz może zaraz zamknąć. A ma po temu siły, środki i przede wszystkim, determinację.




Póki co, zabija się w w skrytobójczych akcjach najważniejszych pracowników perskiego programu jądrowego.

Czy wzbogacają uran tylko do celów energrtycznych? Nie wiem...

Ale nawet mam nadzieję, że nie tylko do takich celów.




Bo nie może być tak, że jakieś uzurpatorskie państewko, chwilowo... (j.w.) szantażuje cały świat, żeby go bronił przed wydumanymi zagrożeniami. Posiadając zresztą bandycko zdobytą broń jądrową.

A ich jakoś nikt nie zamierza skontrolować...




Juda zawdzięcza swoje przeżycie Persom. I tylko dzięki Nim i Ich złotu i Ich Żołnierzom, "wielki kapłan" Ezra mogł wrócić "z tzw. niewoli babilońskiej" i zniewolić Palestynę.




Teraz, jak to mają w zwyczaju, chcą unicestwić świadków swego „prześladowania”.

No jaja... (Przepraszam za ten kolokwialny język ale inaczej się nie da :)




To (...) Król perski zapoczątkował długą linię władców pogańskich, manipulowanych przez rządzącą sektę, która za jego pośrednictwem zademonstrowała swoją tajemniczą zdolność do przenikania obcych rządów, a potem kierowania nimi.(...) (D. Reed.)




Ale jak to się ma do naszych czasów?




Logika wydarzeń jest taka sama.

Jak ktoś nie rozumie to niech sięgnie po Biblię. Tę kompilację różnych mitów i opowiastek pisanych i przepisywanych przez lewickich skrybów według zapotrzebowania.

Politycznego, oczywiście.

Sekta krwiożerczych „kapłanów”, która dyrygowała tymi pracami "edytorskimi" opanowała nic nie znaczącze wtedy plemię Judy.

Bo cała reszta Plemion Izraela uciekała od nich najdalej jak się dało.

Aż wtopiła się w Ludzkość miłującą Jedynego, Miłosiernego Boga.




Takiego, co my teraz wyznajemy.

My, to znaczy Chrześcijanie, Muzułmanie, Buddyści i Ci wszyscy, którzy wierzą w Boga wszystkich ludzi.




Najśmieszniejsze jest jednak to, że tzw. „ojcowie rzymskiego kościoła”, których pewien rzymski cesarz siłą zebrał do kupy w Nicei, gdzieś na początku IV wieku po narodzinach Chrystusa ( na pierwszym tzw. soborze), włączyli te oszukańcze kompilacje kapłanów lewijskich do kanonu wiary.




Na równi z Ewangelią...)




Grzechem i śmiechem historii (co nawet potwierdzają rabini) jest łączenie Judaizmu z Chrześcijaństwem. (Robią nawet jakiś głupkowaty zlepek...)




Ale ten zakalec dziejów, poronione pomysły Lewitów ścigają nas po dziś dzień.

(„Wytrać Amaleteków!” tak miał ponoć przykazać im ten ich prywatny, plemienny „bóg”).




Już Irak nie istnieje.

Libia też.

Zaraz będzie Syria.




Teraz marzą o Persji.




A wszystko to obcymi rękami... (Swoje „państewko” też założyli za cudze pieniądze i cudzymi siłami)




Ciekawa jest flaga tego państewka. Takie dwie długie, błękitne wstęgi.

(To co w środku to się nie liczy. Ani to historyczne ani religijne).




Te błękitne wstęgi to Nil i Eufrat.

Tyle chcą w swoich stronach. Inne „wstęgi” już zdobyli albo usilnie pracują, żeby zdobyć.




Ale wróćmy do naszych czasów.




Robi się wszystko, i to na naszych oczach, by zohydzić Persję.

Bo niby, oprócz energi z atomu, chce mieć jeszcze bombkę.




A czemu ma nie mieć????




Niemcy mogą mieć ale nie chcą. Wiadomo dlaczego.

Anglicy mają ale ich Imperium, nad którym "słońce nie zachodziło" się zwinęło. Tzn. Słońce jednak zaszło...

Francuzi (no... to ci co to mają zawsze do sprzedaży nowe karabiny, raz tylko rzucone o ziemię) też mają.




Czy te Panstwa, ze swoją malutką historią są lepsze od Persji?...




Aha... Jaszcze bomkę ma Korea Północna. Jej jakoś jednak nikt nie zaczepia :)




Międzynarodowy (międzykontynentalny?) podział władzy po II Wojnie Światowej jest tak naprawdę na równi pochyłej.

ONZ i inne organizmy pomyślane jako środki współpracy między Narodami (wolnymi?..) nie mają nic do gadania.




Po wojnie sprawa była jasna i prosta. Były dwa bloki. (Z czego jeden z nich sponsorowany przez tego drugiego. Bo nie ma nic lepszego jak "swój" wróg, to już wiedzieli Pawlak i Kargul).

Potem sytuacja, albo wymykała się spod kontroli albo ustawiacze świata tak zdecydowali i jedynym Żandarmem (czyt. "ulepszaczem") Świata zostały USA... Przy wsparciu znowu tych "starszych i mądzrzejszych", oczywiście.




No i trzeba było znaleźć nowego "wroga". No tego co trzeba zwalczać, żeby usprawiedliwić konieczność utrzymywania ok 750 baz poza granicami kraju.

I paru wypasionych lotniskowców wspieranych przez inne, nie mniej groźne jednostki.




Kiedyś, co starsi doskonale pamiętają, głównym (i jedynym) "wrogiem był CCCP.

Ale teraz, żeby jakoś wyjść z twarzą trzeba szukać innych "wrogów".




Inwencja tych "padrone" nie zna granic.

Mamy (mieliśmy?) brodatych muzułmanów (wychowanych w jaskiniach Afganistanu, tych samych co to kiedyś zbrojnie wspierał nasz obecny ministrant od "spraw zagranicznych") , którzy byli tak sprytni, że potrafili uprowadzić parę samolotów by w coś tam uderzyć.

Proszę tego wersu nie kojarzyć z wysadzeniem WTC. Bo do Pentagonu już ci "Brodacze" jakoś nie dali rady dolecieć.... Choć dziura była...




Z tym szukaniem "wroga" to jeszcze do niedawna było całkiem prosto.

Był Husain. Nie żyje.

Kaddafi ?

Miał za dużo wody, ropy i kasy. Też już go nie ma...




Fantomatyczny przywódca jeszcze bardziej fantomatycznej " Al Kaidy"?

Brawurowo zabity przez "amerykańskich" chłopców....




To kto jeszcze został?...




Jasne! Prezydent Ahmadineżad.... I cała Persja.

Tylko dlatego, że jak powiedziały światowe przekaziory "chce wymazać izrael".

No i ropy ma za dużo...




Przegięcie medialne. Nigdy nic takiego nie powiedział a jedyny w polskim necie przekład jego przemówienia możecie znaleźć na moim blogu. Tłumaczyła (na moją prośbę) moja córka.

Chciałem być bezstronny...










OK.




Nie chce już mi się więcej pisać bo można by tak godzinami.

Kto rozumie i chce dowiedzieć się więcej to da sobie radę. A z kuzynami Abądzia (vel Barbura)

i tak nie ma co gadać.




Można by jeszcze powiedzieć o tym, jak banksterzy kombinują, żeby "w ogniu walk" spaliły się ich rejestry księgowe (już tak bywało...). Ale po co?...




Pozdro.

Jarosław Ruszkiewicz – SL




PS.

A tymi "ACTA" -ami to się nie przejmujcie. Już postanowione.

Na ulicy to możecie tylko po grzbiecie dostać.



Viktor Orban – koszmar banksterów 2012-01-30
Ten demokratycznie wybrany Premier Węgier (bo już nie Republiki Wegierskiej), z poparciem ponad 60% społeczeństwa, podpadł Mędrcom. Może niekoniecznie tym ze słynnej, carskiej fałszywki ale tym „jewropejskim”. ( Choć kto ich tam wie...).


I kto wytoczył przeciwko Niemu najcięższe armaty?

Jak zwykle... Lichwokracja.

Wspomagana gorliwie przez ich pomagierów, tych co to noszą za nimi torby, pasożytów zwanych inaczej „politykami”, dziennikarzy tzw. „wolnych mediów” i innych podobnych „ekspertów” różnych, "pozarządowych" instytucji, których materialna egzystencja zależy od ślepego posłuszeństwa wobec tych, co wyżej.



Cały ten zgodny chór dąży do zdemonizowania Orbana, Szefa Państwa, demokratycznie wybranego przez Naród w demokratycznych wyborach, którego jedynym grzechem jest obrona interesów własnego Narodu.



Przed kim?



No właśnie.

Przed tymi samymi co to uczynili Europę (a raczej nowy, bolszewicki twór zwany Unią Europejską) maszynką do produkcji pieniądza i permanentnego zadłużania Narodów.



Żeby było poważniej i groźniej zarzuca mu się (Orbanowi) wprowadzenie „schematów dyktatorskich”.

Ale czy to cała prawda?



Nowo przyjęte regulacje prawne gwarantują prawo do głosu i uczestniczenia w życiu politycznym Węgier wszystkim mniejszościom etnicznym. To gdzie ten „nacjonalizm” i „dyktatorskie” zapędy?

Faktem jest, że jakiekolwiek wprowadzone ograniczenia dotyczą Romów.

Ale jak inaczej dogadywać się z tymi, którzy nie chcą uznawać żadnych reguł organizacji społeczeństwa? Może właśnie trzeba czasami walnąć ręką w stół...



Tzw. „wolne media” i ci, co poruszają tymi marionetkami, mają niezłą zagwozdkę.



Ci pierwsi wiedzą doskonale, że ten co płaci ma prawo wymagać.

Ci ostatni, póki co, muszą ograniczyć swoją niepohamowaną wolę zmieszania z błotem Węgier.

W sumie, Węgry to nie Libia...



Oprócz zdyscyplinowania tzw. „wolnej prasy”, która zamiast służyć informowaniu społeczeństwa zajmuje się indoktynacją banksterską i służy przede wszystki międzynarodowym korporacjom, zabronił (ciągle Orban) wprowadzania na teren Węgier jakichkolwiek roślin modyfikowanych genetycznie.

Takie kolsy, typu Frankenstin. jak Usraelska Monsanto z pewnością nie lubią Orbana...



Ale prawdziwym grzechem śmiertelnym Orbana jest brak akceptacji dyktatu Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Aha, jeszcze Banku Światowego.



Żadna z tych instytucji nie ma demokratycznego mandatu do swojej działalności a mimo to kondycjonuje życie i pomyślność całych Narodów.

To takie tymczasowo używane twory (potwory?) do zaprowadzenia jedynego, słusznego porządku.

Wariaci, co to mówią o jakimś NWO może nie we wszystkim się mylą? :)))



Banki i firmy ubezpieczeniowe na Węgrzech zostały opodatkowane, żeby można było wpuścić trochę tlenu do kulejącej gospodarki.

Gdyby Orban sięgnął do kieszeni obywateli, czy to w formie podwyżki VAT czy podniesienia obowiązkowych składek (jak to miało miejsce w Polsce) to mógłby spać spokojnie.

Interesy Lichwy, tej świętej krowy naszych czasów, nie zostałyby naruszone.

A tak?

Huzia na Józia!



Teraz Premier Orban ma problem. Skąd wziąć kasę?

Stoi niejako okrakiem nad Rubikonem. Cofnąć się – będzie oznaczać porażkę i stracony czas.

Iść na drugi brzeg i zacząć wydawać własny pieniądz - może oznaczać poważne kłopoty dla wszystkich Węgrów a dla samego Orbana jakiś przypadkowy „wypadek” (ze skutkiem śmiertelnym).

Bandyci nie przebaczają...



Wiktor Orban został wybrany przez Naród.



Uzyskał przy urnach taki wynik, o jakim inni politycy mogą jedynie pomarzyć...

A co w tym czasie stało się w tych „dorosłych i dojrzałych” „demokracjach”, które zmieniły szefów rządu? (Mam tu na myśli Grecję i Włochy).

Ich poprzednicy, Papandreu w Grecji i Berlusconi we Włoszech zostali zastąpieni przez „byłych” funkcjonariuszy Goldman Sachs. Na Papademosa w Grecji i Montiego we Włoszech.

A wszystko to z pominięciem ścieżki „demokratycznej”, czyli wyborów.

No cóż... Lichwa dba o swoje interesy i potrafi to robić.



Ci „wybawcy” w zależności od tego jaką funkcję mają aktualnie pełnić, prezentowanii są tak jak trzeba. Jako „fachowcy”. Od uzdrawiania. Tacy znachorzy.

Tylko czemu nie startowali nigdy (albo prawie nigdy) w normalnych wyborach, skoro są tacy świetni?

Zamiast tego tracą czas w jakichś niszowych, nic nie znaczących organizacjach jak Bilderberg, Komisja Trójstronna, Klub Rzymski i inne takie, nic nie znaczące ciała...



W kontekście tego co dzieje się wokół Węgier jakoś dziwnie i niespodziewanie pozytywnie brzmią słowa premiera Tuska.

Wyraźnie dał do zrozumienia, że Węgrzy mogą liczyć na nasze, Polaków, poparcie w tej nowej wojnie europejskiej.

Bo tu już trzeba mówić o wojnie. Może jeszcze nie militarnej ale finansowej na pewno.

Czyżby Donald przestraszył się, że to co mu chodzi po głowie może być niebezpieczne?

Czy przejrzał, po tych paru latach premierowania, na oczy?

Jego wizyta we Włoszech i „misiaczki” z Montim dają dużo do myślenia...



My, tu w Polsce, powinniśmy życzyć Panu Orbanowi wszelkiej pomyślności i jak tylko to możliwe popierać jego działania.

Bo może i tak się zdarzyć, że Wiktor, jak inni, niewygodni dla Lichwokracji przywódcy, pośliźnie się na mydle.



I tyle będzie z nadziei na Wolność.

Bank – licencja do zabijania 2012-01-30


Dużo się ostatnio mówi i pisze o tzw. kryzysie. To, że źle się dzieje to widać, słychać i czuć.

Na ile jest to taktyka ustawiaczy świata, którzy szukają okazji (a najczęściej wręcz je produkują) a na ile obiektywny rezultat procesu przyczynowo skutkowego?

Na użytek tej notki przyjmijmy, że nie ma żadnego, perfidnego działania a to co mamy jest wyłącznie skutkiem źle działającego systemu. Żadnych tzw. „teorii spiskowych”.



W systemie, nazwijmy go - „pożyczkowym”, bankom (prywatnym) przyznano prawo do udzielania kredytu.

Czyli, jednym słowem, prawo do tworzenia „monety” w formie długu a jedynym śladem tej boskiej operacji jest zapis księgowy. Żeby było śmieszniej (straszniej?) to taki zapis debetowy opiera się na ułamkowej części tego co bank pozyskał od pracujących obywateli w formie depozytu.

Wygląda to mniej więcej tak, że za każdą złotówkę złożoną przez obywatela, bank ma prawo (powtarzam, MA PRAWO, sic!) wyemitować, znaczy się, pożyczyć tym innym, potrzebującym, ok 12 złotych.

Wychodzi więc na to, że jakikolwiek gówniany stragan finansowy, ulokowany w ładnym lokalu, mający namaszczenie polityków i urzędników, nie będący finansowym ramieniem Państwa, czyli prawnej formy organizacji Społeczeństw i Narodów posiada prawa quasi boskie.

Tworzy coś z niczego, ex nihilo.



To ograniczenie (jeśli „ograniczeniem” można to w ogóle nazwać...) jest czysto iluzoryczne. Po co przecież istnieją różne „deriwaty”, wymyślone przez magików z tej samej bandy?

To, co teoretycznie blokuje radosne działania straganów z monetą, zwanych dumnie „bankami” to wytyczne Bank for International Settlements- Bank Rozliczeń Międzynarodowych, nazywany także w polskiej (bardzo skąpej literaturze w temacie) Bankiem Rozrachunków Międzynarodowych z siedzibą w Bazylei (Szwajcaria).

(O tzw. „niezależności” banków centralnych już kiedyś pisałem i pewnie znowu napiszę, zwaszcza w kontekście ostatniej, węgierskiej, awantury).

To wszystko, łącznie z tzw. „narodowymi bankami” są przedsięwzięcia komercyjne



.



A gdyby tak Państwo Polskie było naprawdę jedynym właścicielem (czyt. suwerenem) NBP?







NBP nie musiałby się przejmować nikim, prezes Belka nie musiałby średnio co miesiąc latać do Bazylei. Żeby pobierać wskazówki.

Kiedyś produkowaliśmy ponoć zegarki, ale nie całe, bo po wskazówki trzeba było jeździć do Moskwy...



NBP mógłby emitować pieniądz, gwarantowany autorytrtem Państwa i talentem oraz pracowitością obywateli czyli po koszcie „0”%.

Teraz, gdy rząd, organ wybrany (przynajmniej teoretycznie) w demokratycznych wyborach, potrzebuje trochę grosza to musi się zadłużać u lichwiarzy.

Nawet jak coś tam (NBP) wyemituje to zaraz kupuje śmieciowe obligacje USA. Oprocentowane niżej, niż pożyczki, które zaciąga na tzw. „wolnym rynku” finansowym.

(A swoją drogą, to kto ma tyle wolnych „pieniędzy”, żeby pożyczać Państwom? Ale miało nie być o teoriach „spiskowych” :)

NBP nie musiałby przejmować się, że akcjonariusze się zeźlą (akcjonariuszami jest całe społeczeńatwo). Dowodzących można zmienić przy okazji każdych wyborów parlamentarnych (jeśli zajdzie taka potrzeba), koszty udzielanych pożyczek mogą być powiększone jedynie o koszty operacyjne (utrzymanie lokali, pracowników ale już nie milionowe pensje i premie dla prezesów). No bajka...

No i Państwo mogłoby wreszcie udzielać „pożyczek” samemu sobie.



Że to drukowanie „pustego pieniądza”? Że napędza inflację?

Tak, jeśli rządzi jedna partia, bez kontroli społeczeństwa (wybory), brak ściśle określonej (najlepiej w Konstytucji) procedury emisji pieniądza. Ale ten wariant już przerabialiśmy.



„Starsi i mądrzejsi” rozwiązali za nas ten problem i i dają nam pieniądze łopatami.

Tylko brać!

Szkopuł jedynie w tym, że nigdy nie będziemy w stanie nawet spłacić odsetek,

o kapitale nie wspomnę.

Zresztą, tym „ dobroczyńcom” wcale nie chodzi o zwrot kapitału. Im chodzi jedyne, żebyśmy płacili odsetki. Przecież „pieniądz” i tak tworzą ex nihilo...



Pieniądz (który zresztą nie jest bytem samoistnym) „tworzony” w domu, powinien być użyty jedynie do kreowania (finansowania) produkcji dóbr i usług.



Pieniądz jest jednostką miary.



Hitler, przeprowadzając reformę pieniądza w Rzeszy, wyemitował parę miliardów nowych marek i płacił za „opera compiuta” - rzecz zrobioną albo tak zaawansowaną,że warto było ją poprzeć albo za coś co było potrzebne dla Państwa.



Jeśli społeczeństwo nie będzie miało realnego wpływu na rząd, to wszelkie pułapki są realne.

Ale czemu polskie społeczeństwo ma być głupsze od „starszych i mądrzejszych'?

Nie widzę takiego powodu.



A co mamy teraz?



Jacyś, bardzo anonimowi, „inwestorzy” wpływają na kursy walut Państw. Robią wszelkie możliwe przekręty, które przez nikogo nie są ścigane. (A spróbuj ukraść kurę albo rower...)

A na sznureczku tych „anonimów” chodzą politycy.







Polacy


WorldBlog
 
- Artykuły ze świata

IMPERIUM  POLSKI



SPIS  ARTYKUŁÓW



Blog poświęcony pamięci
doktora Dariusza Ratajczaka
Dariusz  Ratajczak


"Najpierw Cię ignorują, potem się z Ciebie śmieją, potem z Tobą walczą - i wtedy wygrywasz"

Gandhi

Człowiek podkreślajacy swoją odrębność rasową czyli de facto "wyższość", sam stawia się na pozycji pariasa ludzkości i nie zasługuje  na szacunek.


Gdy określa się syjonizm jako „walkę o wyzwolenie Żydów”, wszystkich Żydów, także nie-syjonistów lub nie-Izraelczyków to logiczne jest twierdzenie, że ten kto neguje państwo Izrael, tj. owoc „walki o wyzwolenie” jest „antysemitą”, nie chce bowiem by Żydzi byli wolni.
Lecz jeśli syjonizm jest „walką o wyzwolenie” to dlaczego tak wielu Żydów jest w opozycji do syjonizmu? Dlaczego są przeciwko swojemu „wyzwoleniu”? Nie chcą być wolni?





Dzieci są piękne, czyste i odważne...
Dorośli to tchórze.











anzuma



Polecam



Kontrowersje

Wolna Palestyna


Wolnemedia

Nieznudzeni Polską

Gajowy Marucha

Stop Syjonizmowi



Omijać szerokim łukiem

Salon24
Niepoprawni.pl
Blogmedia24




Polecam do obejrzenia

PALESTYNA - ALBUM


I d
o posłuchania



WARSZAWO  WALCZ!

Wizna 39'  Spartanie 40:1


www.youtube.com/watch


www.youtube.com/watch


www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch






Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
43100
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
266
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
0
Polecane linki

Izrael
www.haaretz.com/

www.ynetnews.com/home/0,7340,L-3083,00.html

www.jpost.com/

www.jewishworldreview.com/

USA
www.nytimes.com/

www.washingtonpost.com/

www.usnews.com/

www.foreignaffairs.com/

legalaffairs.org/

Jordania
jordantimes.com/

Egipt
sites.google.com/site/weeklyahramorgeg/

Iran
www.iran-daily.com/

www.roozonline.com/english.html

Irak
iraqdaily.com/

Kuwejt
www.kuwaittimes.net/

Liban
www.dailystar.com.lb/














Skontaktuj się
Temat:
Treść:
Podpis:
E-mail:
 
Zobacz serwisy INTERIA.PL