|
|
2011-04-21
Trójkąt z diabłem
|

Stosunki pracy w „nowoczesnym” systemie społecznym obracają się wokół osi pracodawca – pracobiorca. Takie jest ogólne mniemanie i każdy konflikt narastający na styku tych dwóch światów postrzegany jest jako konflikt „klasowy”. Zły i pazerny przedsiębiorca kontra coraz bardziej wyzyskiwany pracownik.
Jakoś nie zauważa się automatycznie, że ten układ ma jeszcze jeden wymiar i jest to w sumie trójkąt gdzie podstawą jest wspomniana, czytelna relacja a wierzchołkiem spinającym te dwa światy jest system bankowy. Wszechobecny i wszech możny kartel banksterów, od którego tak naprawdę zależy powodzenie i relacje w gospodarce.
To ci, zwykle anonimowi urzędnicy w ładnych garniturach, siedzący wygodnie w klimatyzowanych, przestronnych biurach decydują o powodzeniu każdego, pojedynczego przedsięwzięcia, całych sektorów gospodarki i gospodarek całych państw.
Nie sieją, nie orzą a jak te niebieskie ptaki zbierają. I to całkiem niezłe plony, czasami wszystko, tak, ze dla tych co sieja i tych co orzą nie starczy już nic. A i pług z koniem potrafią zabrać jak przyjdzie ochota.
Jak doszło do tego, że ogromna armia uczciwych przecież ludzi dała założyć sobie takie pęta?
W dodatku zaciskające się coraz bardziej.
Tak żeby daleko nie szukać i w ogromnym skrócie, można zacząć od sprytnego pomysłu na jaki wpadło dwóch rzutkich banksterów pod koniec XVII w w Anglii.
Za pożyczenie królowi określonej sumy pieniędzy uzyskali sprytni ci panowie zgodę na wydrukowanie drugiej takiej ilości pieniądza. Tym razem pustego, bez pokrycia w złocie ale za to dobrze oprocentowanego.
Dalej poszło już z górki a ukoronowaniem ich bezbożnego dzieła było utworzenie Rezerwy Federalnej (FED), instytucji całkowicie prywatnej, mającej boski przywilej kreowania czegoś z niczego.
Tak naprawdę mają oni zdolności i uprawnienia przewyższające Boga.
Stwórca, jak podaje Biblia, zanim zaczął tworzyć świat miał choć Słowo. Chrystus by nakarmić tłumy w Kanie Galilejskiej musiał dysponować przynajmniej kilkoma rybami i jakimś gąsiorkiem wina.
A ci panowie nic, co najwyżej kawałek papieru i trochę atramentu. Teraz to nawet myszka komputerowa wystarczy. Genialne, prawda?
Ktoś się może zapytać po co piszę takie oczywiste oczywistości?
Piszę bo 99 % populacji uważa taki stan rzeczy za coś całkowicie normalnego i darząc banksterów wielką estymą godzi się na wypłacanie im horrendalnych sum za robienie tych „cudów”.
A jedynym „cudotwórcą” w tej materii powinno być państwo.
Co robi jednak państwo? Zamiast korzystać z przysługującej mu suwerenności woli pożyczać każdy grosz, który banda cwanych banksterów wydrukuje na kawałku ładnego papieru. Nie za darmo oczywiście.
Wszelkie kryzysy ekonomiczne, wojny, postępująca bieda i rozwarstwienie społeczeństw ma źródło właśnie w tej indolencji klasy politycznej, która tak naprawdę nie jest nikim innym niż bandą agentów Lichwy. Przez nią wybieranych i opłacanych za utrzymywanie istniejącego status quo.
Śmieszą mnie pojawiające się tu i ówdzie niezdarne próby analiz, programów gospodarczych i tego typu makulatury płodzonej przez różnej maści „ekspertów”.
Dzieje się to zwykle przed zbliżającymi się wyborami. Ostatnio nawet coraz rzadziej, przynajmniej w Polsce.
No bo co te smutne pacynki robiące za polityków mogą wymyślić nowego w obrębie systemu Lichwy? Dobrego nic.
Za to mogą podnieść podatki, kazać pracować za grosze aż do ukończenia 100 lat, obciąć środki na ochronę zdrowia czy szkolnictwo. I w sumie szansę ma wygrać ten, kto obieca, że nas mniej okradnie i upodli. Świetna perspektywa. I jaka rozwojowa.
A co trzeba zrobić, żeby było lepiej? Zlikwidować cudotwórstwo banksterów i potraktować pieniądz jako jednostkę miary. Bo tym w istocie jest.
Dobrem realnym jest tylko ludzka praca i to co dzięki niej powstaje – towary i usługi.
Państwo powinno przejąć z powrotem swoje nadane boskim prawem prerogatywy. A banksterów?
Ja wiem...? Do wora. A wór...
|
|
Komentarzy:
3
|
|
2011-04-18
Wyścig politycznych szczurów
|

Przez ostatnie dwa dni z uwagą śledziłem doniesienia z dwóch „prawicowych” eventów: jeden odbywający się w Łodzi a drugi w Warszawie.
Ten pierwszy został zorganizowany przez środowisko Deklaracji Łódzkiej i Komitety Poparcia JK, drugi to benefis dinozaura polskiej polityki – pana Korwina-Mikke.
Relację z pierwszego spotkania mam z pierwszej ręki, uczestniczył w nim i miał nawet kilka minut na przedstawienie idei Cywilizacji Polskiej K.J.Wojtas. Kilka minut, bo jak się szybko okazało, że integracja środowisk patriotycznych i owszem ale „z warunkami brzegowymi – z jednej strony Lech Kaczyński, z drugiej Jarosław Kaczyński.”
PiSowcy uznają oczywiście takie postawienie sprawy za oczywista oczywistość ale to tylko oni tak uważają. PiS nie dąży do integracji, konfederacji czy przymierza z ruchami sympatyzującymi z nim.
PiS dąży albo do zawłaszczenia tych inicjatyw albo marginalizacji. Propolskie myślenie, prawda?
Drugie wydarzenie to Kongres Nowej Prawicy w Sali Kongresowej. Zacne to towarzystwo zebrało się w składzie, który nie gwarantuje nic, skoro wiodącą postacią jest kręcący się od zawsze na obrzeżach polityki JKM. Z tej mąki chleba też z pewnością nie będzie. To było po prostu zebranie starych, politycznych frustratów, którzy znaleźli się na końcu kolejki do żłoba.
Obydwa te „wydarzenia” dowodzą jedynie, że coś takiego jak prawica nie istnieje. Ani w Polsce ani gdzie indziej. Ten sztuczny podział operuje jedynie słowami wytrychami, tak żeby ciemny lud był łatwiejszy do zmanipulowania i zaszufladkowania.
Bo ani PiS nie jest „prawicowe” ani SLD nie jest „lewicowy”ani PO „liberalna”.
Tak więc wszystko to pic i fotomontaż.
Program każdego ruchu propolskiego musi zawierać różne pierwiastki: obronę tożsamości narodowej, podstawowych wolności obywatelskich i gospodarczych obywateli oraz dobrze pojęty solidaryzm społeczny.
Gdzie tu miejsce na podziały i szufladkowanie?
Podział partii na polskim „rynku” politycznym można przeprowadzić właściwie tylko według jednego kryterium: te, które wywodzą się z porozumienia w Magdalence i przyklepane przy okrągłym stole oraz te ruchy, które nie mają takich korzeni ale są rozproszone i nie dotowane z naszych podatków. Innego podziału nie ma.
Idea Cywilizacji Polskiej, autorstwa K.J. Wojtasa którą propagują osoby skupione wokół portalu polacy.eu.org/
to odniesienie do podstawowych wartości Polskości i budowy nowych polskich Elit, których nie mamy.
To nie jest próba budowania kolejnej kanapowej partii po to tylko by zaistnieć w kolejce do koryta.
Każdy, któremu choć trochę leżą na sercu sprawy kraju powinien się z tymi materiałami zapoznać.
Potem będzie mógł krytykować do woli. Ale najpierw musi to poznać.
Większość dyskusji przypomina bowiem wytrwały bieg chomika po ruchomym kole zamontowanym w drucianej klatce. Energii zużywamy dużo ale nic z tego nie wychodzi.
Nie wychodzimy poza narzucone sztucznie paradygmaty.
Bo ani posługiwanie się retoryką bogoojczyźnianą nie czyni z ugrupowania siły naprawdę propolskiej i propaństwowej ani zasłanianie się „liberalizmem” nie daje obywatelom wolności.
Ilustracja do tej notki jest skrótem myślowym i nie jest przypadkowa.
Symbolizuje jedynie fakt, że na pewnym poziomie polityki nie istnieją podziały merytoryczne.
Jest tylko rozpychanie się łokciami w kolejce do konfitur.
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2011-04-11
Szczurołap i lemingi
|

Zastanawiam się, kiedy do świadomości przeciętnego zjadacza kaszanki z grilla nad Wisłą dotrze prawda znana już od dawna niezależnym ekonomistom i tym, którym odór rozpałki i palącego się brykietu drzewnego nie odebrał resztek rozsądku.
Prawda stara jak świat, że rządzi ten kto trzyma kasę.
A kto trzyma kasę? Ten co ją drukuje. To tak dużo?
Wydaje się, że nie a jednak...
Dzisiejszy tzw. „wolny i demokratyczny” świat stoi na Lichwie i siedzi w kieszeniach osobników zwanych „banksterami”. Mają oni do dyspozycji szereg instrumentów i instytucji, uznawanych powszechnie za krynicę wiedzy i władzy wszelakiej jak: MFW, Bank Światowy, FED (dysponujący największą na świecie drukarnią śmieciowej już waluty). A nad wszystkim pieczę sprawuje banksterska Cupola z Bazylei.
Tak w dużym uproszczeniu wygląda schemat, który powoduje, że każde państwo może nawet palcem w bucie nie ruszyć a i tak z każdym dniem będzie coraz bardziej zadłużone.
Jak to możliwe? Mechanizm jest prosty – lichwa, procent składany i tego rodzaju wynalazki pejsatej „ekonomii”.
Teraz już nawet ciężko kojarzyć cały system z jedną określoną grupą etniczną bo obrósł on w różnych pomagierów, akolitów i służebnych polityków należących do wszystkich nacji. Choć ta jedną ma z pewnością niekwestionowana przewagę. Nawet jeśli chodzi o liczbę miliardowych aferzystów.
W Polsce nie jest wcale inaczej. Stosunkowo łagodny przebieg kryzysu nie zawdzięczamy bynajmniej naszym zacnym rządom czy naszej ponadprzeciętnej zaradności.
Pracowitości z pewnością. Polacy są narodem pracującym chyba najwięcej i najciężej w Europie.
Nasz pozorny spokój zawdzięczamy jedynie temu, że komuś po prostu nie zależało na położeniu nas na łopatki. Taki kaprys możnych.
Kraj wielkości Polski o mocno średnim potencjale produkcyjnym i bardzo przeciętnej klasie rządzącej można rozłożyć w ramach istniejącego systemu w kilka dni.
Już smaczek takich prób mieliśmy w niedalekiej przeszłości. Dużo więcej mogą powiedzieć na ten temat Brytyjczycy, których magik światowych finansów, Soros, potrafił postawić do pionu.
Wszystko to jest możliwe jedynie dlatego, ze funkcjonujemy w systemie złodziejskim od samego początku. Wyemitowane przez pozornie „narodowy” bank pieniądze już na starcie obciążone są długiem. Wobec kogo? A... O to już należy spytać polityków. Ale tak jest i każdy ekonomista o tym wie mimo, że nie ma odwagi powiedzieć tego głośno.
Wracając po tym krótkim wprowadzeniu na nasze podwórko stwierdzić należy, że to czego jesteśmy świadkami od ładnych paru(nastu?) lat to teatrzyk kukiełkowy, w którym widzowie widzą jedynie naparzające się kukiełki a nie widzą lalkarzy.
Dobrze i starannie przygotowany to spektakl skoro z wypiekami na twarzy uczestniczy w nim połowa społeczeństwa a ta druga połowa ma ze względu na dbałość o swoje zdrowie psychiczne serdecznie wszystko w poszanowaniu. I albo podpina się pod szemrane układy albo, w skrajnych przypadkach szuka szczęścia w kontenerach na śmieci.
Tak zabija się społeczeństwo obywatelskie. Społeczeństwo, które nawet w akcji „fałszywej flagi” jaką okazała się Solidarność potrafiło zmobilizować się jak mało kto na świecie.
Miejmy nadzieję, ze ta cecha nie została jeszcze do końca stłamszona mimo ponad dwudziestoletniej działalności wesołej kompaniji z Czerskiej i ich kumpli rozsianych po trosze wszędzie.
Odsunąć Popaprańców od władzy!
Niech prowadzi nas jedyny wódz – Prezes!
Na takie pierdoły tracimy czas...
PO władzę z chęcią by oddało. I pewnie zrobi to jeśli tylko uzyska żelazne listy od PiS.
A PiS średnio się garnie do władzy. Udowodnił już to przegrywając ostatnio wszystko co było do przegrania. Choć była to wielka sztuka i ze świecą szukać takiego polityka jak Kaczyński, który mając haki na koalicjantów oraz brata bliźniaka pod żyrandolem biegnie do urn by pozbyć się władzy.
Zamiast spojrzeć na sprawę z dalszej perspektywy i dojrzeć w końcu sedno problemu tracimy czas na bezsensowne bicie piany i dzielenie włosa na czworo.
To naprawdę bez znaczenia kto wygra nadchodzące wybory. Z pewnością poczynione zostaną jakieś ustalenia pod stołem (okrągłym?) i karuzela będzie kręcić się dalej.
Z czysto pragmatycznego punktu widzenia lepiej byłoby, żeby to PO została przy korycie.
Nieunikniony krach, który musi nastąpić, nadejdzie prędzej i stworzy okazję do uporządkowania spraw od nowa.
Rządy PiS w takiej sytuacji nie doprowadzą do niczego dobrego.
Z kilku powodów. Kaczyński jest w stanie, na fali społecznego niezadowolenia dokręcić jeszcze bardziej śrubę, w imię „patriotyzmu”. Takie nowe „pomożecie?”.
Tylko, że to będzie czas stracony. PiS nie ma ani programu gospodarczego, który rozwalałby ten przeklęty system ani ludzi, którzy mogliby coś takiego realizować. To konserwatorzy Systemu.
Następne wybory będą szybciej niż nam się wydaje, system już się sypie. Góra 2-3 lata.
A w tym czasie można Giewont rozebrać i przewieźć na taczkach na plażę w Sopocie. Tylko ludzi potrzeba.
Ten czas wykorzystać należy na budowę nowej, alternatywnej siły chcącej zmienić istniejący porządek.
Nie można? Można! Malutka Islandia właśnie dziś w drugim już referendum pokazała banksterom fucka.
Zwolenników PO nazywa się powszechnie lemingami. Ma to oznaczać osoby przyjmujące wszystko bezkrytycznie i na końcu rzucające się ze skały do morza.
Do kogo można przyrównać PiSowców?
Chyba jedynie do dzieci wyprowadzonych z miasta przez wkurzonego Szczurołapa.
Koniec lemingów i tych dzieci był taki sam.
Proponuję więc zostawić w spokoju POPiSowe swary, na później odłożyć wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej (przyjdzie na to czas gdy polskie państwo stanie na nogi i odbuduje instytucje) i zabrać się za studiowanie modelu cywilizacyjnego Wojtasa. Jeśli pochylą się nad tym tysiące mądrych głów, tracących teraz czas na pisanie dla pisania to może coś z tego wyjdzie.
Przyjrzyjmy się uważnie temu co mówi Urbaś, z pewnością można jeszcze coś udoskonalić.
I organizować się.
To jest robota do zrobienia.
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2011-03-30
NATO – Paladyn wolności ze skrętem w gębie
|

W ciągu ostatnich dwunastu lat, od agresji NATO na byłą Jugosławię, to już nie pierwszy raz jak jesteśmy świadkami międzynarodowej interwencji mającej za cel suwerenne państwo.
I wszystko to pod egidą ONZ, ze szczytnymi hasłami „demokracji” i „obrony praw człowieka” na ustach.
W rzeczywistości jest to stara jak świat technika „divide et impera” - dziel i rządź, której jedynym celem jest pozbawianie narodów suwerenności państwowej, przywłaszczenie bogactw naturalnych niezależnych do tej pory krajów i coraz większe umacnianie pozycji architektów Nowego Światowego Porządku.
Ostatnie cztery „pokojowe” misje NATO (Jugosławia, Irak, Afganistan i Libia) dostarczają wystarczająco dużo materiału by zrozumieć co wspólnego mają te agresje i jakie są ich międzynarodowe konsekwencje.
Pierwsza sprawa to fakt, że wszystkie te kampanie miały za cel poddanie kontroli NATO terytoriów i bogactw naturalnych napadanych państw. A wszystko to przy poparciu mediów, które zawsze jako pierwsze podnoszą alarm przygotowując opinię publiczną do przyszłej agresji demonizując upatrzonego „wroga ludzkości” i przedstawiając agresję jako „akt sprawiedliwości społeczności międzynarodowej”.
Ekrany telewizorów i monitory komputerów to miejsce „przygotowania artyleryjskiego” mającego urobić naiwną opinię publiczną.
Prowokacje grup ekstremistów czy separatystów albo karteli narkotykowych pomagają stworzyć odpowiednią bazę tej propagandy.
Związek między przestępczością zorganizowana i agresjami NATO może wydawać się paradoksalny lecz wiele państw, które stały się ofiarą agresji NATO jest ważną częścią szlaków przerzutowych, handlu czy wręcz producentem substancji odurzających.
Znamienny jest tu przykład Afganistanu i Iraku, które należą do największych na świecie producentów haszyszu, opium i heroiny czy Kosowa – największego targowiska narkotyków w Europie.
Lider albańskiej większości w tym błyskawicznie uznanym przez USA za niepodległe państwo kraju, H. Thaci to szef kartelu narkotykowego, który objął tekę premiera Kosowa.
Jak już wspomniałem, media przygotowujące „podkład propagandowy” i służby specjalne, dostarczające „rewelacji” wywiadowczych to kluczowe elementy każdej planowanej agresji.
Po dokonaniu takowej, wszystkie zainteresowane państwa popierające taki model uprawiania polityki zagranicznej maja już wolną rękę by bez żadnego większego ryzyka dewastować infrastrukturę wojskową i cywilną podbitego kraju. Odbudowa zniszczeń odbywa się przy tym za pieniądze pochodzące ze sprzedaży zrabowanych bogactw. I tak się kręci biznes.
Regułą jest, że liczba ofiar takich „pokojowych” interwencji przekracza znacznie ilość zabitych, będących pretekstem inwazji. W przypadku Iraku np. są tą cyfry przerażające.
Regułą jest, że w podbitym kraju powstaje marionetkowy, „demokratyczny” rząd (bo przecież USA i NATO to najwięksi w świecie eksporterzy „demokracji”) pozostający zwykle pod kontrolą międzynarodowych korporacji, będących największym beneficjentem podbojów i karteli narkotykowych, których szefowie doskonale dogadują się z „wyzwolicielami” i szefami korporacyjnego biznesu.
Ale to dotyczy jedynie wielkich. Państwa – lokaje, takie jak Polska, muszą do tego interesu jeszcze dokładać. Robimy za naiwnych, którzy za poklepanie po plecach gotowi są trwonić kapitał sympatii politycznych, które wypracowaliśmy sobie przez stulecia i narażać życie żołnierzy, z których niektórzy wracają do kraju w trumnach.
"Spontaniczne” rewolucje, które ogarnęły Północną Afrykę i Bliski Wschód nie mają, jak się wydaje, za cel poprawę jakości życia obywateli lecz stworzenie strefy chaosu, ciągnącego się od Afganistanu aż do Maroka. Chwilowo jedynie Libia jest krajem, który stawia opór i Iran, który raczej łatwo nie sprzeda swojej suwerenności.
W przypadku Iranu cały czas widzimy próby wzniecenia niepokojów wewnętrznych mających ew. usprawiedliwić agresję paladynów wolności.
W przypadku Iranu media lansują dodatkowo wariant awaryjny czyli rzekome zagrożenie pokoju przez przyszłą broń jądrową, do skonstruowania której rzekomo dąży Persja a której boi się najbardziej pokojowe i jedyne demokratyczne państwo na Bliskim Wschodzie czyli Izrael.
Dodatkowym efektem (celem?) niepokojów na wspomnianych terenach jest nieunikniony napływ arabskich emigrantów, którzy w takich krajach jak Francja, Niemcy, Włochy czy Holandia stanowią już poważny problem demograficzny i naprawdę niewiele trzeba by sytuacja wymknęła się spod kontroli.
A wiadomo, że za emigrantami pozostającymi bez pracy napływają narkotyki rozkładające zachodnie społeczeństwa.
Godzina próby dla starej Europy z pewnością nadejdzie. Obecnie uwagę architektów NWO zaprzątają takie kraje jak Syria, Wenezuela czy wspomniany Iran, który wydaje się największym wyzwaniem. Brak jakiejkolwiek pokory dla władców much, duszenie w zarodku wszelkich prób wzniecania kolorowej rewolucji i jawna opozycja wobec polityki Izraela stawia ten kraj na pierwszym miejscu w kolejce do „demokratyzacji”.
A jaki jest tutaj interes naszego kraju?
Żaden. Oprócz strat, które podałem wyżej.
W nadchodzącej kampanii wyborczej należy uważnie wsłuchać się co na temat udziału w syjonistycznych awanturach mówią poszczególne partie.
I te, które rwą się do „walki o lepszy świat” z bronią w ręku, omijać szerokim łukiem.
|
|
Komentarzy:
2
|
|
2011-03-24
Polska – jakie sojusze na przyszłość?
|
Zakładając, że nasza planeta przetrwa jeszcze jakiś czas dobrze byłoby się zastanowić jakie strategiczne kierunki w poszukiwaniu przyjaciół są dla naszego państwa najkorzystniejsze.
Kraj średniej wielkości, leżący w sercu (?) Europy o całkiem niezłym potencjale demograficznym powinien mieć jasną wizję rozwoju.
Póki co nasza optyka jest zawężona do dwóch wymuszonych koncepcji, z których żadna nie jest realizacją naszej racji stanu.
Pogłębiający się sojusz dwóch potęg – europejskiej (Niemcy) i euroazjatyckiej (Rosja) wymusza na nas, będących od zawsze między młotem a kowadłem, jasne określenie celów i preferencji.
Alternatywą, choć w sumie pozorną, jest oparcie naszej polityki zagranicznej na sojuszu z upadającym imperium amerykańskim, które notabene tak całkiem amerykańskie nie jest jeśli weźmiemy pod uwagę ogromne wpływy lobby żydowskiego, które realizuje swoje geostrategiczne interesy przy pomocy armii Wuja Sama.
Pierwsza koncepcja, bliskiej współpracy z Rosją i Niemcami, która przybrała już wszelkie cechy feudalnego podporządkowania, jest realizowana przez obecny rząd premiera Tuska.
Druga, polegająca na ślepej podległości USA i Izraelowi to kierunek lansowany przez PiS prezesa Kaczyńskiego.
Lata prezydentury Lecza Kaczyńskiego nie pozostawiają co do tego złudzeń.
I tu mała dygresja. Ostatnia wizyta naszego rządu w Izraelu dowiodła, że są równi i równiejsi w każdej konfiguracji...
Czy rzeczywiście mamy wybór jedynie między dżumą a cholerą? Czy nasz świat ogranicza się jedynie do nowej odsłony paktu Ribentrop-Mołotow i Usraela?
Pomijając wszelkie uwarunkowania obecnego statusu politycznego Polski (członkostwo w unii europejskiej), doraźne interesy polityczne protagonistów naszej sceny politycznej i wszystkie partykularne interesy zakulisowych sił (służby specjalne, masoneria itp.) poważna obywatelska debata powinna skupić się na możliwościach rozwoju naszego państwa w oderwaniu od tych, narzuconych nam, uwarunkowań. W przeciwnym razie będziemy kręcić się wokół własnego ogona i jak papugi powtarzać wyznaczone nam role.
Czy istnieje jakiś świat poza tymi układami? Czy jesteśmy koniecznie skazani na dyktat ścierających się hegemonii, które oprócz systematycznego ograbiania naszego kraju i wpędzania w coraz to nowe awantury militarne nie daje nam, Polakom, nic?
Jeśli rozejrzeć się dobrze po świecie to jest wiele możliwości. Tylko jeden warunek: należy odrzucić obecny styl myślenia. Odrzucić narzucane nam paradygmaty.
Świat jest wielki i możemy znaleźć naprawdę inne drogi rozwoju gospodarczego, bo na gospodarce wszystko się opiera, niż ciągłe obijanie się o Scyllę i Charybdę powojennego układu sił.
Świat, który rośnie, rozwija się i chce budować dobrobyt swoich obywateli to nie USA, Rosja czy stetryczałe państwa starej Europy.
To Indie, Brazylia, Turcja. Potem szereg egzotycznych państw azjatyckich, afrykańskich czy południowoamerykańskich, wśród których na największą uwagę zasługuje chyba Wenezuela.
Na koniec Chiny. Jak tam się sprawy potoczą to nie wie nikt. Choć patrząc na chiński model ekspansji na świecie powinniśmy wyciągać konstruktywne wnioski.
Chiny realizują swoje partykularne interesy nie depcząc nikomu po nogach, nie narzucając swojej woli środkami militarnymi jak to jest w przypadku USA. Tak naprawdę to są wszędzie mile widziani.
Nie biegają po Afryce z kałachem, żeby wyzuć kogoś z jego własności tylko proponują dobre interesy. Może to m. in. jest źródłem ich sukcesów? Należałoby się temu dokładniej przyjrzeć.
Inne wymienione kraje to też nie są agresywne twory dążące do dominacji. Chcą dobrze żyć i z pewnością dadzą żyć innym.
A interesy możemy mieć z nimi różne. Od eksportu naszej myśli techniczno – naukowej (konieczne inwestycje w szkolnictwo, bo zdolnej młodzieży mamy pod dostatkiem) do eksportu towarów, które potrafimy wyprodukować aż po korzystny import strategicznych surowców.
Jest tylko małe ale...
Należałoby całkowicie wytrzebić naszą scenę polityczna z agentów obcych wpływów.
Przywrócić suwerenność monetarną państwa.
Sponsorować na poziomie krajowym wszelkie lokalne ruchy obywatelskie, które stałyby się kuźnią propolskich elit.
Tylko tyle nam trzeba...
|
|
Komentarzy:
2
|
|
2011-03-23
Głosuj na PiS! I hoduj mięso armatnie...
|

„Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucje 1973 dającą międzynarodowej społeczności mandat do akcji zbrojnej w obronie ludności cywilnej w Libii, w bestialski sposób atakowanej przez reżim Kadafiego.”
Takimi oto słowami Pani Fotyga, była Pani Minister Spraw Zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego próbuje uzasadnić antypolskie i antydemokratyczne stanowisko PiS w sprawie agresji na Libię.
To z pewnością jest także stanowisko samego Prezesa, który nie pytany o zdanie już opowiedział się po stronie swoich sponsorów politycznych. Sama pani Fotyga tak zdecydowanie by sobie nie poczynała.
Dziwnym zbiegiem okoliczności Premier Tusk podjął jedynie słuszną, z punktu widzenia polskiej racji stanu, decyzję.
I naprawdę nie jest w tym momencie istotne, że jak pisze Pani Fotyga:
„Brawo! Przypomnijmy ten związek logiczny: zachowanie wybranych członków Rady Bezpieczeństwa, oświadczenie rosyjskiego MSZ, stanowisko Polski i wypowiedzi jej premiera.”
Niemcy i Rosja mogą mieć swoje interesy i powody takiej decyzji. A to wcale nie znaczy, że mamy robić w związku z tym na zasadzie „na złość babci...”.
Pomijając bezsporny fakt, że działania wojenne przeciwko Libii są bezprawne bo taki „mandat” ONZ nie uprawniał de facto do bombardowań. Zakładał jedynie zakaz lotów nad Libią.
A myśliwce i bombowce utworzonej ad hoc „koalicji” to co tam robią?
Tak na marginesie, chciałbym zapytać Panią Minister jaki ma stosunek do innych (ok. 70 szt) rezolucji ONZ permanentnie olewanych przez pewne bliskowschodnie państewko?
Nawet jeśli decyzja Premiera została podyktowana innymi względami niż dobrze pojęty interes Polski to i tak mu się niechcący udało.
PiS już pokazał po której stronie ma serduszko.
Misja w Afganistanie, na którą polski żołnierz nie powinien w ogóle był pojechać ze „stabilizacyjnej” przepoczwarzyła się za kadencji Lecha Kaczyńskiego - Zwierzchnika Sił Zbrojnych, w misję bojową.
Buńczuczne wypowiedzi Pani Fotygi nie pozostawiają żadnych złudzeń.
PiS źle pojmuje polski interes narodowy.
Rolą polskiego żołnierza jest obrona polskich granic a nie udział w brudnych, syjonistycznych awanturach.
Wykorzystywanie takich sytuacji do prowadzenia kampanii wyborczej jest jeszcze bardziej żałosne niż wyprawa Prezesa na zakupy.
To nawet nie jest śmieszne. To jest głupie i podłe.
Nie wiem jak Pani Fotyga ale ja mam 15- letniego syna (kilka dni temu miał urodziny) i jeśliby stało się takie nieszczęście, ze rządziłby PiS to ma on jeszcze szansę zostać wysłany gdzieś na azjatycką albo afrykańską pustynię by bić się za nie swoje sprawy. Pobór zawsze można przywrócić bo mięso armatnie w cenie, prawda?
Jak będzie potrzeba, tu w Domu, to z pewnością pójdziemy razem do lasu.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
2011-03-20
Oświadczenie - protest w sprawie agresji na Libię.
|
Agresja wymierzona w Libię jako suwerenne państwo jest jawnym przykładem na
zapanowanie mody (wprowadzonej przez USA) na załatwianie w ten sposób swoich brudnych, partykularnych interesów. Zaś wykorzystanie do tego mandatu wspólnoty narodów jaką jest ONZ stawia tę organizację (mieniącą się "pokojową") po stronie agresora.
Nadużywa się w oczywisty sposób autorytetu tej organizacji stawiając ją na równi z bandytami którzy niechlubnie zapisali się w dziejach ludzkości. Podważając tym samym sens jej istnienia i prawo do występowania w imieniu wszystkich społeczności międzynarodowych. Bez wątpienia agresja na Irak i na Jugosławię była początkiem dla promowania i wspierania takich działań.
Ta kolejna jest tylko konsekwencją poprzednich związanych z ingerencją w wewnętrzne sprawy suwerennych państw skazanych przez nią na dezintegrację i destrukcję. Organizacja ta stała się kolejnym narzędziem światowych lobby finansowych i gospodarczych do manipulacji losem państw i społeczeństw. Niepokornych przekonywując do swoich racji za pomocą sił militarnych zainteresowanych tym państw.
Sprawia to, że już dziś żadne państwo ani społeczeństwo nie może czuć się bezpieczne i wolne we własnym kraju o ile nie zgodzi się na dyktat i warunki stawiane przez wyżej wspomniane lobby. Dlatego to uzurpowanie sobie prawa do rządu dusz wszystkich światowych społeczeństw może budzić jedynie odrazę i obrzydzenie, oraz sprzeciw.
Zakłamanie i hipokryzja jest tu nader widoczne, gdyż organizacja ta na przykład w przypadku Palestyny nie przedsięwzięła (choćby w minimalnym stopniu) żadnych rzeczywistych działań. Pomimo tego że Izrael używał i używa sił militarnych do spacyfikowania tej społeczności I nikomu nie przeszkadzało oraz nie przeszkadza że ginie tam ludność cywilna. Światowe mass media będące w rękach światowej finansowo gospodarczej oligarchii poprzez manipulowanie informacjami. W tendencyjny sposób przedstawiają rzeczywistość świadomie i celowo wpływając na jego spaczenie.
Jeżeli teraz ludzie nie zdobędą się na zmasowany sprzeciw wobec wymienionych działań to ich przyszłość i wolność stanie się Matrixem.
Żadną miarą na taką przyszłość dla siebie i swojego kraju nie możemy się zgodzić.
Wyrażamy swój sprzeciw i oburzenie wobec agresji dokonanej na suwerenne państwo, Libię z wykorzystaniem rezolucji ONZ, która w oczywisty sposób narusza dobra i prawa tego państwa.
Protestujemy też przeciwko nadużywaniu sił militarnych (lotnictwa) gdyż zgodnie z rezolucją miały one jedynie zabezpieczać przestrzeń powietrzną nad tym państwem. Tymczasem wykorzystuje się je do niszczenia celów na ziemi.
Jest to nadużycie prerogatyw jakie zostały udzielone tym siłom w celu powstrzymania przemocy w tym kraju.
Protest jest oficjalnym stanowiskiem uczestników portalu Polacy.eu.org
polacy.eu.org/
|
|
Komentarzy:
0
|
|
 

Polacy
WorldBlog - Artykuły ze świata
IMPERIUM POLSKI
SPIS ARTYKUŁÓW
Blog poświęcony pamięci
doktora Dariusza Ratajczaka
Dariusz Ratajczak
"Najpierw Cię ignorują, potem się z Ciebie śmieją, potem z Tobą walczą - i wtedy wygrywasz"
Gandhi
Człowiek podkreślajacy swoją odrębność rasową czyli de facto "wyższość", sam stawia się na pozycji pariasa ludzkości i nie zasługuje na szacunek.
Gdy określa się syjonizm jako „walkę o wyzwolenie Żydów”, wszystkich Żydów, także nie-syjonistów lub nie-Izraelczyków to logiczne jest twierdzenie, że ten kto neguje państwo Izrael, tj. owoc „walki o wyzwolenie” jest „antysemitą”, nie chce bowiem by Żydzi byli wolni.
Lecz jeśli syjonizm jest „walką o wyzwolenie” to dlaczego tak wielu Żydów jest w opozycji do syjonizmu? Dlaczego są przeciwko swojemu „wyzwoleniu”? Nie chcą być wolni?
Dzieci są piękne, czyste i odważne...
Dorośli to tchórze.





anzuma
Polecam
Kontrowersje
Wolna Palestyna
Wolnemedia
Nieznudzeni Polską
Gajowy Marucha
Stop Syjonizmowi
Omijać szerokim łukiem
Salon24
Niepoprawni.pl
Blogmedia24
Polecam do obejrzenia
PALESTYNA - ALBUM
I do posłuchania
WARSZAWO WALCZ!
Wizna 39' Spartanie 40:1
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
</script>)
| Statystyki |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
38286
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
260
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
0
|
|
Polecane linki
Izrael
www.haaretz.com/
www.ynetnews.com/home/0,7340,L-3083,00.html
www.jpost.com/
www.jewishworldreview.com/
USA
www.nytimes.com/
www.washingtonpost.com/
www.usnews.com/
www.foreignaffairs.com/
legalaffairs.org/
Jordania
jordantimes.com/
Egipt
sites.google.com/site/weeklyahramorgeg/
Iran
www.iran-daily.com/
www.roozonline.com/english.html
Irak
iraqdaily.com/
Kuwejt
www.kuwaittimes.net/
Liban
www.dailystar.com.lb/
|